Denis (nie)rozrabiaka

Denis Villeneuve

Kanadyjczyk jest obecnie kojarzony jako jeden z najlepszych reżyserów filmów science-fiction. Jednak w jego filmografii występują również projekcje z innych gatunków (zaczynał od dramatów, a następnie przeszedł do kryminałów), natomiast ostatnie dwa filmy były właśnie tego rodzaju. Z drugiej strony, przez długi czas pozostawał niezbyt rozpoznawalną postacią. Trudno powiedzieć, żeby był „reżyserem młodego pokolenia”- choć czasem można odnieść takie wrażenie. Ma już 50 lat, a znaczące filmy w jego kolekcji pojawiały się dosyć nieregularnie.

Wybrana filmografia:
-Maelstrom (2000)- Dramat
-Politechnika (2009)- Dramat
-Pogorzelisko (2010)- Dramat wojenny
-Labirynt (2013)- Thriller, kryminał
-Wróg (2013)- Thriller
-Sicario (2015)- Dramat, kryminał
Nowy początek (2016)- Science-fiction
-Blade runner 2049 (2017)- Science-fiction

Blade runner 2049

Jest to jedna z najgłośniejszych premier tego roku i od początku jest przymierzana do Oscara (czasami nawet przez tych, którzy nawet nie obejrzeli tego filmu). W mojej opinii samą treścią i przesłaniem nie różni się jednak od innych filmów science-fiction. Jest jednak kilka różnic między filmem Villeneuva a np. produkcjami Marvela (oprócz tego, że w Blade Runnerze nie ma spider-mana ani innych niepokonanych superbohaterów). Nie wszyscy bohaterowie zostają poddani kryterium dobrzy/źli, a klimat wydaje się być bardziej surowy i niekiedy przytłaczający (szczególnie głośną i ostrą muzyką z gatunków elektroniczna-techno). Mimo to w dalszym ciągu film przypomina trochę bajeczkę, bo ambicja bycia czymkolwiek innym nie ma.

Jednak rzecz, która mnie pozytywnie zaskoczyła, to różnorodność miejsc akcji. Raz działa się w pogrążonym technologią, a w innym momencie na radioaktywnej pustyni. Zmieniały się one niemal ze sceny na scenę, co sprawiało, że widz mimo sporej długości filmu nie nudził się ani moment.

Kanadyjski reżyser zdecydował się zaczerpnąć również parę elementów z doskonałego Nowego Początku. Mamy przede wszystkim odwołanie do przeszłości głównego bohatera i symbolicznego „drewnianego konika”. Retrospekcja pokazana w Nowym początku podobała mi się bardziej, ponieważ wnosiła niezwykle dużo do fabuły, natomiast w ekranizacji powieści Philippa K. Dicka choć nie prezentowała się tak okazale, to stanowiła ciekawy poboczny wątek, który również znalazł co nieco nawiązania w głównym wątku. Zmusił również głównego bohatera (granego przez rewelacyjnego Ryana Goslinga) do refleksji.

Film ogląda się przyjemnie i nie bez satysfakcji, jest świetnie zrealizowany i nieźle zagrany (przede wszystkim przez Goslinga, urzekającą Anę de Armas, ale również przez negatywne postacie, na czele z Jaredem Leto i złowieszczą Sylvię Hoeks, a Harrison Ford dokłada swoje dwa grosze), ale jednak nie przekracza pewnych granic gatunku. Oczywiście są ciekawe przemyślenia na temat przyszłości – czym będzie miłość? jaka będzie ludzkość?  Oscar za reżyserię nie jest wykluczony, ale najlepszy film roku to jednak nie będzie.

 

 

Labirynt

Jest to jeden z najlepszych thrillerów, jakich oglądałem. Do pewnego momentu nie zaskakuje jakoś swoją oryginalnością – mamy detektywa, dwie ofiary i ojca niewierzącego w siły policji, mającego apetyt na zemstę. Natomiast akcja w parze z ulubionym aktorem kanadyjskiego reżysera, Jakiem Gyllenhaalem w parze z Hughem Jackmanem, rozwija się przez cały czas dynamicznie, a dreszcz emocji jest w paru momentach szczególnie wyraźny. Wszystko toczyło się w mrocznej atmosferze, która sprzyjała nostalgii i dramatyzmowi zarówno akcji, jak i postaci.

Trochę szkoda, że motyw tytułowego „labiryntu” był tak mało rozwinięty, bo rzutem na taśmę ograniczał się tylko do jednej akcji i zeznań (a raczej wymuszony bełkot). Przez to fabuła jest prosta, oraz spokojnie mogłaby zostać zrealizowana w jednym z odcinków dowolnego kryminalnego programu w polskiej telewizji (tyle, że o wiele razy lepiej)

Warto zwrócić za to uwagę na różnicę charakterów podkreśloną przez Dennisa Villeneuve. Jedna strona preferuje spokojne podejście do sprawy i nie robienie niczego głupiego, a druga- użycie wszystkich środków jakich możliwe aby odzyskać to, co najcenniejsze.

Tak więc jedynym mankamentem (a zarazem dosyć sporym) było bardzo skromne rozwinięcie karkołomnego pomysłu, żeby wykorzystać element labiryntu w sposób inny nie nietrzymająca się kupy bajka. Wykonanie jest na najwyższym poziomie i niewątpliwie warto zobaczyć ten film. Był on dla mnie najlepszym spośród obejrzanych na festiwalu Kamera-akcja, choć oczywiście premiera miała miejsce dużo przed łódzkim wydarzeniem.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *