WiFi – Wakacyjnie i Filmowo (1) – Atak Paniki

Znamy taki motyw z wielu filmów – kilka wątków, które przynajmniej do pewnego momentu nie są kompletnie związane ze sobą, a potem łączą się w całość. W filmie Pawła Maślony Atak paniki odkrywamy w ten sposób całą historię – z jednej strony dosyć prostą, ale z drugiej wymagającą spostrzegawczości w kilku momentach przez tytułowy „atak paniki”. Sposób narracji przypomina np. Pulp Fiction – bo samemu trzeba zbudować historię, poukładać wydarzenia w odpowiednim porządku – i chyba nie jest to banalne zadanie, bo poszczególne wątki niczym puzzle, są ciekawie poukładane i niemal do końca trudno się domyślić, do czego dążymy.

Mamy zatem dziewczynę, która ukrywa przed matką i koleżankami swoje prawdziwe zajęcie, chłopaka, który poza pracą kelnera walczy o ocalenie świata (dosłownie!), parę byłych kochanków, którzy spotykają się po latach, małżonków wracających z wakacji w Egipcie, ślub wśród upierdliwych komarów, kilkuletnich chłopaków palących trawę – a wszystko zaczyna się od wielkiego bum!

Jak u Hitchcocka – najpierw jest bum!, a potem cały czas widz czuje, że coś „tyka”, że coś „się szykuje” (ale czy tego nie można wywnioskować po samym tytule?). Nie jest to jednak nic nadzwyczaj odkrywczego, natomiast oprócz wydarzeń, które w ten nagły sposób łączą się ze sobą warto zwrócić uwagę na odczucia bohaterów, a konkretnie na ich zmiany w trakcie trwania filmu. W zależności od wątków, te zmiany to: podniecenie-zażenowanie, radość-rozpacz, niechęć-nienawiść, narkotykowy haj – narkotykowy dół, nadzieja-zawód… krotko mówiąc- nie są to w żadnym przypadku zbyt pozytywne zmiany, ale za to jak najbardziej widowiskowe.

Bohaterowie? Prości, o niektórych można powiedzieć, że wręcz stereotypowi, co oczywiście wcale nie oznacza, że nudni- zwłaszcza, kiedy zobaczymy ich mroczne oblicze. Większość ich problemów jest dziwna, ale z drugiej strony  takie sytuacje jak najbardziej mogą mieć miejsce w jakimkolwiek życiu… czego oczywiście nie życzę. Miejscami można się dziwić zachowaniom bohaterów , zwłaszcza wtedy, kiedy zamiast rozwiązywać problemy, bohater pogrąża się jeszcze bardziej, ale po obejrzeniu filmu i poznaniu całej sytuacji okazuje się, że trudno nie dostać „Ataku paniki” przy irytujących i natrętnych koleżankach/uciekającemu panu młodemu/mamie, która nie zna się na komputerach. I tak dalej – bo ludzie w tym filmie są wyjątkowo niekompatybilni.

Fabuła, która prezentuje się szalenie efektownie, a zarazem niepokojąco nie jest jednak jedynym plusem filmu Pawła Maślony. Mowa tutaj przede wszystkim o aktorstwie. Stanów emocjonalnych (szalonych), jak i postaci (jeszcze bardziej szalonych) było całe pospólstwo, więc mogłem zaobserwować inną stronę aktorów- jak oni potrafią to szaleństwo odwzorować oraz jak grane przez nich postacie radzą sobie w karkołomnych sytuacjach. Jak można się domyśleć- ich zachowania są dosyć nieprzewidywalne i zmierzają do tytułowego ataku. Na ekranie można zobaczyć całą plejadę gwiazd, min. Artura Żmijewskiego, jako męża Andrzeja, próbującego zachować spokój, Dorotę Segdę jako Elżbietę, czyli najbardziej poszkodowaną osobę w filmie, Magdalenę Popławską, jako Monikę która wraz kolejnymi minutami wydaje się być coraz bardziej nienormalna i Grzegorza Damięckiego, któremu przypadła chyba najspokojniejsza rola. Świetni są także aktorzy w rolach drugoplanowych (w tym imponujący debiut Bartłomieja Kotschedoffa) , naprawdę doskonale zagrany film. Doskonała zresztą jest też muzyka Jimka, a wszystkie elementy współgrają w zaskakująco dojrzały sposób.

Myślę, że porównanie dzieła Pawła Maślony do filmu Damiana Szifrona pt. „Dzikie historie” jest jak najbardziej uzasadnione. Nie ma oczywiście mowy o „polskiej wersji” albo „odwzorowaniu”, ale sporo rzeczy jest uzasadnionych- wiele bohaterów w wielu wątkach, atak szału… Komu polecam? Przede wszystkim osobom lubiącym szaleństwa, emocje i wartką akcję. Jednak film Pawła Maślony nie jest bezkształtną masę, którą prezentuje w swoich filmach na przykład Kuba Czekaj. Kto oglądał wspomniane dzieło hiszpańskiego reżysera, może się spodziewać dosyć podobnego klimatu i formy. Mnie się film osobiście bardzo podobał, chociażby oglądało się „Atak paniki” o 2 w nocy, po całym dniu pracy- trudno jest zmrużyć chociaż na chwilę oczy. Film przez cały czas utrzymuje tempo- i co ważne- nie jest długi. Zaczyna się i kończy w odpowiednim momencie. Gorąco polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *