WiFi 2 – Uciekaj (bo warto)

Uciekaj Jordana Peele’a to film, który został nagrodzony Oscarem za scenariusz w 2018 r (autorem scenariusza jest sam reżyser) oraz Saturnem (najlepszy horror) i Satelitą (reżyseria) oraz nagrodą Critics’ Choice (film, scenariusz), a także był nominowany do Oscara za najlepszy film, za reżyserię i za nagrodę za rolę pierwszoplanową dla Daniela Kaluuya, do Złotych Globów, nagród BAFTA, kolejnych Saturnów, Satelit i nagród Critics’s Choice – a także wygrał i był nominowany do wielu innych nagród. Nieźle jak na horror, prawda? Czy zasłużenie?

Przede wszystkim, czy jest to horror? Wiele opinii po seansach przed-Oscarowych było takich, że film jest dobry, trzyma w napięciu, ale jednak bliżej mu do thrillera. Według wikipedii: „Celem filmowego horroru jest wywołanie u widza klimatu grozy, niepokoju lub obrzydzenia i szoku. Głównymi motywami horrorów są zazwyczaj wampiry, demony, duchy, wilkołaki, nawiedzone budynki, kanibale lub zombie”. Z kolei thriller to „rodzaj utworu sensacyjnego, powieści, filmu lub serialu telewizyjnego, mającego wywołać u czytelnika bądź widza dreszcz emocji. Wykorzystuje on napięcie, niepewność i tajemniczość jako główne elementy utworu”. Zatem?

Uciekaj składa się z wyraźnie zakreślonych dwóch części. W pierwszej, mężczyzna udaje się ze swoją partnerką do posiadłości jej rodziców. Już ta sytuacja bywa niezręczna, a tutaj dodatkowo on jest czarnoskóry, ona biała, a na dodatek nigdy wcześniej nie miała czarnoskórego chłopaka. Na miejscu wszyscy są bardzo mili, baaaardzo mili, a jednocześnie … no właśnie. Peele doskonale buduje atmosferę napięcia. Daniel Kaluuya w roli Chrisa jest autentycznie zagubiony, a następnie przerażony, ale mi przede wszystkim podobały się świetnie zagrane półsłówka, półuśmiechy i półspojrzenia rodziny gospodarzy – państwa Armitage wraz z dziećmi (brawa dla Allison Williams w roli Rose) oraz służącymi – od których tak naprawdę zaczyna się cała „zabawa” – bo są dziwni, pasywni, mało „czarni” jak na swój kolor skóry. Potem pojawia się jeszcze jeden czarnoskóry przyjaciel rodziny (Lakeith Stanfield jest przerażający przez ułamek sekundy i to wystarcza, żeby zapamiętać na długo go jako Andrew Logan King).

Tak naprawdę w tym momencie kończy się pierwsza część – thrillerowa („napięcie, niepewność i tajemniczość”), a zaczyna się część druga – horrorowa (klimat grozy, niepokoju lub obrzydzenia i szoku … demony, duchy, wilkołaki, nawiedzone budynki, kanibale lub zombie). Poza tym warto oglądać uważnie, bo od samego początku mamy w filmie szczegóły, które będą miały znaczenie w późniejszej części (jak na przykład motyw jelenia) – taka niewinna zabawa reżysera z widzem.

Do pewnego momentu dominuje atmosfera, a potem zaczyna się akcja – tak można scharakteryzować podział filmu na dwie części a jest to akcja naprawdę szokująca. Nikt po pierwszych 40 minutach filmu nie mógłby się domyśleć, nie tylko, jak się on zakończy, ale również w jakim stylu. Film można było zakończyć na różne sposoby – bohaterem mógł się stać przyjaciel naszego głównego bohatera – wierny Rod (nieco komediowo usposobiony LilRel Howery), a może Rose, o ile udałoby się jej sprzeciwić roli rodziny, a nawet służący rodziny Armitage, niepokorny syn czy też któryś z członków rodziny, który nie do końca zgadzałby się z polityką rodziny. Mógłby to być do końca thriller, a nawet kryminał, a jednak nagle film stał się horrorem i to pełnoprawnymi elementami gore. Czy to dobry wybór? Dla mnie tak, ale z pewnością znajdą się tacy, którzy będą uważali inaczej. W każdym razie warto zobaczyć i ocenić samemu.

A nagrody? Zasłużone. Film ogląda się świetnie i jest naprawdę oryginalnym dziełem.

    

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *