(W)Inni

Filmy kryminalne/sensacyjne/thrillery zazwyczaj pokazywane są ze strony policji, zdarzają się też takie widziane z punktu widzenia przestępców. W bardziej ambitnych produkcjach możemy oglądać akcję oczami świadków czy też mieć możliwość porównania tych wszystkich perspektyw. Duński film „Winni” w reżyserii  Gustava Möllera jest jednak kompletnie inny. Pokazuje on bowiem akcję ze strony … operatora numeru alarmowego – a tak naprawdę policjanta za karę skierowanego do obsługi linii alarmowej. Jedynym miejscem akcji jest biuro. Dwa pokoje biura. Tak naprawdę oprócz głównego bohatera- Asgera (świetny Jakob Cedergren), widocznych na ekranie postaci jest bardzo niewiele. I pokazani są oni jedynie dla czystej formalności, nie wnoszą zbyt wiele do fabuły. Słychać tylko głosy w słuchawkach telefonów.

W ogóle – cała część wizualna ograniczona jest do absolutnego minimum. Nie mamy pościgów, morderstw, wisielców, gwałtów, strzałów ani wrzasków przerażenia. Jedyną ciekawą „akcją”, którą widz może zobaczyć (!) jest rozpaczliwe uszkodzenie słuchawek i (prawdopodobnie) jednego z komputerów wynikające z bezsilności bohatera. Jednak czy nie widząc nawet bohaterów, będących przedmiotem wielkich tortur psychicznych Asgera akcja wydaje się być w jakiś sposób ograniczona? Bzdura! Jest więcej zwrotów akcji, a fabułą jest bogatsza niż w niejednym filmie z kilkaset większym budżetem i z przebogatą warstwą wizualną. Sposób  przedstawiania akcji również o dziwo wcale nie jest ubogi. Przybywa wręcz niejasności, nieścisłości,niedopowiedzeń (albo nadpowiedzeń), co sprawia, że fabuła jest jeszcze bardziej wciągająca. Jest też kilka wydarzeń, szokujących zresztą, których przedstawienie w sposób wizualny byłoby przerostem formy nad treścią, sporym naderwaniem niepisanych zasad dobrego smaku obowiązujących w tym filmie.

By jednak pomysł ograniczenia przekazywania wiadomości niemal tylko przez dźwięk się powiódł, film potrzebował jednego, tylko jednego bohatera, ale grającego z pełną, emocjonalną precyzją i bez nadgorliwej sztuczności. Inaczej film by się skończył spektakularną – a w przypadku ogromnej niefrasobliwości głównego aktora – wręcz ko(s)miczną klapą.

Jednakże w 85-minutowym widowisku / słuchowisku (?) wystarczyło czasu, by pokazać metamorfozę głównego bohatera i jego wewnętrzne, chociaż nie tylko problemy i rozterki. Na szczęście twórcy nie ulegli pokusie i bohater nie zaszlachtował swojej żony, ani nie odwalił żadnej akcji a la Tarantino, co byłoby całkowitym pogwałceniem wcześniej wypracowanych norm, co nie sprawia, że film jest mniej ciekawy dla widza.  Okazuje się, że prostemu człowiekowi w średnim wieku, wskutek pewnych wydarzeń i błędów wcale nie jest daleko do psychopaty. Jedynym praktycznie adresatem próśb i opowieści z jego życia są nieznajomi, z którymi rozmawia przez telefon. Jego samotność jest wręcz uderzająca i przytłaczająca, czym przypomina Carla Mørcka – innego duńskiego bohatera (mojego ulubionego detektywa z Departamentu Q); zresztą ich życie jest naprawdę podobne.Podobni są zresztą również pod względem mimiki twarzy – chociaż nie jest ona nadmiernie bogata wyraża wszystko, co powinna. W przypadku Winnych jest to decydujące – bo innych środków tu po prostu nie ma.

I się udało! Reżyser buduje za pomocą skromnych szczegółów,drobnych zwrotów akcji, kilku złośliwych uwag i niekiedy żałosnych szczegółów portret bohatera w kiepskim stanie psychicznym, walczącego ze sobą. Ten konflikt wewnętrzny nie przeszkadza jednak w prowadzeniu ekscytującej akcji, nie ma miejsca na chamskie przerywniki i łzawe retrospektywy z życia operatora. Jacob Cedergen stanął na wysokości zadania. Jego głos jest zimny, kiedy musi być zimny. Smutny, kiedy musi być smutny. Wściekły, kiedy musi być wściekły i tak dalej… Poradził sobie z presją kierowania kamery przez znaczną część filmu tylko na niego.

Podsumowując: reżyser oferuje nam niecałe półtorej godziny czystej adrenaliny- jak wskazuje sam plakat, i tym razem nie ma w tym żadnej przesady. Najpierw tej czysto kryminalnej- związanej z porwaniem pewnej kobiety, która później się jednak przekształca w adrenalinę emocjonalną,przedstawiającą gehennę psychiczną Asgera Holma. Czy jest to film o ludziach,którym pomaga przez telefon, czy jednak o nim samym? Reżyser, Gustav Möller,wydobywa fakty z jego życia subtelnie, krok po kroku, wreszcie osiąga apogeum wtedy, kiedy powinien. No i wreszcie, do kogo główny bohater dzwoni w ostatniej sekundzie filmu? Film w pełni zasłużenie jest nominowany do Oscara – jak na razie jako duński kandydat, ale kto wie, czy film nie pokusi się o coś więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *