Czarna książka

“Ponadczasowy” to chyba nadużycie w stosunku filmu, który jeszcze nie ma polskiej oficjalnej premiery (08.02.2019). Natomiast trzeba przyznać, że „Green Book” jak najbardziej ma zadatki na właśnie taki tytuł. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie będzie negował uniwersalności “Nietykalnych”. A jako że “Green Book” jest pod wieloma względami bliźniaczo podobno do dzieła Oliviera Nakache i Erica Toledano, to z pewnością za kilka/naście/dziesiąt lat okaże się, czy Peter Farrelly stworzył film równie wybitny i trwale pozostający w pamięci.

Mamy więc oparty na faktach motyw przyjaźni pomiędzy dwoma całkowicie różnymi facetami – pod względem rasowym, ekonomicznym, wykształcenia. Ale nie tylko do “Nietykalnych” podobny jest to film. Rasizm jest niewątpliwie jednym z bardziej pospolitych motywów w kinie, oddawanym zresztą na przeróżne sposoby. Niedawnymi dowodami na to mogą być na przykład szalone “Uciekaj!” (który bardzo mi się podobał), a jednym z bardziej modnych … niefortunny „Moonlight” (szczerze mówiąc – nie w moim guście). Przecież jest to Ameryka lat 50/60-tych – szczególnie jej południowe stany – kraina pełna ograniczeń umysłowo moralnych, nietolerancji, niesprawiedliwości (pamiętamy doskonałe „Służące„). A wszechobecny rasizm, przedstawiony w sposób absurdalny, paradoksalny, ale jak najbardziej wiarygodny i szczery, idzie w parze z motywem wędrówki (a raczej całkiem długiej przejażdżki). Najprościej mówiąc – przygody, co przywodzi na myśl choćby “Piknik z niedźwiedziami”. Tak więc na początek łyżka dziegciu – film nie jest aż tak oryginalny, jak można by się spodziewać po nominacji do Oscara i BAFTY i zwycięskiej statuetki Złotego Globu za ‚oryginalny’ nomen omen scenariusz.

Peter Farrelly w swoim filmie ma jednak zdecydowanie więcej do zaoferowania. Tak naprawdę 50% filmu zajmują sceny pokazujące relacje między dwoma bohaterami, które wyglądają niezwykle interesująco ze wszystkimi różnicami – Dr Don Shirley jest bogaty, Tony Wara jest mężczyzną przeciętnym do bólu, jeśli chodzi o pieniądze (ale nie jeśli chodzi o początkowy sposób ich zarabiania…). Shirley to dusza artysty, Wara wydaje się być typowym Amerykaninem włoskiego pochodzenia, przedstawionym w nieco skrzywionym zwierciadle. Shirley jest Czarny, Tony biały, Shirley nie pali, Tony pali wszędzie i zawsze, Shirley wysławia się dokładnie i oszczędnie, Tony gada bez przerwy nie zwracając uwagi na formę, i tak dalej. Obserwujemy też metamorfozy poglądowe Dona Shirleya, który zmienia się z uległego systemowi na otwartego buntownika, z kolei Tony Lip uczy się pisać o czymś więcej niż tylko o pogodzie i jedzeniu. Temu towarzyszą dziesiątki niezwykle inteligentnych sytuacyjnych żartów. Można powiedzieć, że podróż składa się z kilkunastu skeczów, a każdy z nich ma wpływ na akcje lub puentę. Film wciąga, a kiedy już nas wypluwa – pytamy, dlaczego tak szybko.

Najważniejsze jednak w tym filmie jest aktorstwo. Viggo Mortensen był już rewelacyjny jako „Captain Fantastic„, ale tutaj jeszcze bardziej pokazuje swoje umiejętności. Jego postać ma wszelkie zadatki, żeby być przedstawiona karykaturalnie (łobuziak, żarłok, rasista, prostak), ale dzięki Viggo zyskuje nie tylko urok, ale też głębię. Na szczęście nie zmienia się jakoś diametralnie, nie staje się wysmakowanym erudytą, pozostaje sobą w wielu aspektach (jak on kocha żonę! Jak on kocha jedzenie! jak on pali!); powłoka się nie zmienia, ale wnętrze bardzo. Co ciekawe, to on staje się nauczycielem dla wykształconego i wyrafinowanego Dona Shirleya. Mahershala Ali dostał statuetkę za kilka minut w „Moonlight”, a tutaj naprawdę pokazuje wiele. Przez 80% filmu zachowuje dystans do wszystkiego i wszystkich, co nieco wkurza nie tylko Nicka, ale też widzów, jego twarz z rzadka pokazuje uśmiech (tylko dzięki Tony’emu), a nigdy zdenerwowania. Dopiero pod koniec wybucha pełną gamą emocji. Ta dwójka tworzy seans niezapomniany, ale warto też zwrócić uwagę na Lindę Cardellini w roli żony Nicka. Jest kimś więcej niż tylko wierną włoską żoną czekającą na swojego misiowatego męża.

“Green Book” to niezwykle przemyślane dzieło o odpowiedniej długości i z wykorzystaną każdą minutą na 100%. Jest muzyka, ale nie jest to film muzyczny. Jest miłość, ale nie jest to komedia romantyczna. Dużo się dzieje, ale nie jest to film przygodowy. Są gangsterzy i jest policja, ale nie jest to film ani gangsterski, ani policyjny. Jest to za mnóstwo dobrego kina. Z luzem i naturalnością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *