Archiwum nienawiści

Od kilku lat śledzimy z zapartym tchem losy duńskich policjantów z Departamentu Q. Czwarta część przygód specjalistów od spraw nierozwiązanych po raz kolejny pobiła duński rekord box office dla rodzimych produkcji – „Kobieta w klatce” miała ponad 10 m. USD, „Zabójcy Bażantów” osiągnęły dokładnie 11,121,837, „Wybawienie” ‚zaledwie’ ponad 9 m, a najnowsza „Kartoteka 64” już przebiła je  wszystkie osiągając na razie sporo ponad 11 milionów USD (dokładnie 214,052 sprzedanych biletów w weekend otwarcia). 

W Polsce te wyniki nie mogą być porównywalne (dane wg  www.boxofficemojo.com). O pierwszej części mało kto słyszał (43k USD), „Zabójcy” i „Wybawienie” osiągnęły niezłe 120k USD, a ile zdobędzie „Kartoteka 64”? Niewiele. Czy dlatego, że jest to słaby film – absolutnie nie. Powód jest bardziej prozaiczny – praktycznie brak dystrybucji. Zaledwie kilka kin tylko jednej sieci pokazujących ten film w pierwszym tygodniu wyświetlania, blisko pół roku po debiucie w kinach duńskich, a po wyświetlaniu w takich krajach jak Korea Płd., Węgry czy Czechy – to nie jest marketingowy zabieg roku. Tytuł też zresztą mógłby być lepszy „Czysta zemsta” czy też „Czystość zemsty” (tytuł angielski) brzmią chyba nieco bardziej atrakcyjnie, ale to chyba mniejszy problem niż kompletny brak marketingu i fatalna dystrybucja.

A film? Świetny.

W pewnym sensie „Kartoteka 64”, w reżyserii Christoffera Boe, jest logiczną kontynuacją poprzednich części przygód Assada (Fares Fares), Carla (Nikolaj Lie Kaas)  i Rose (Johanne Louise Schmidt) – mają do rozwiązania kolejną z zagadek z przeszłości, która nieco przypadkowo wpada im w ręce – a dokładnie mówiąc Carl wyrywa ją z rąk innego, mniej dociekliwego i inteligentnego, policjanta. Mają też do rozwiązania problemy osobiste i tu mamy pewne zmiany  – Carl naprawdę zaczyna świrować i mieć ogromne problemy z relacjami międzyludzkimi, szczególnie z kobietami, Assad za kilka dni ma przejść do innego wydziału, a Rose spotyka nowego mężczyznę życia – w sumie to też logiczna kontynuacja poprzednich części. Drogi Carla i Assada zaczynają się rozchodzić, co ma spory wpływ na prowadzone śledztwo. Rola Rose też jest bardziej znacząca niż poprzednio – jest bardziej aktywna i nawet ryzykuje życiem. Poza głównymi postaciami policyjnymi oraz ofiarami i ich oprawcami, pojawia się też fantastyczny Brandt – a w tej roli nasz stary znajomy Nicolas Bro z „Jabłek Adama”, „Zakochani widzą słonie” i przede wszystkim bardzo martwy trup z „Ataku paniki„. Tutaj gra typa, który tropi tajne stowarzyszenia i ma obsesję, że ktoś go śledzi – lub też całe mnóstwo obsesji na różnym punkcie. Przyznam, że chwilami miałem obawy, że detektywi pójdą jeden do jednego za “miejskimi legendami” niejakiego Brandta. Na całe szczęście – musiałem się chwilę później puknąć w czoło.

Akcja jest pozornie podobna do poprzednich części – mamy wątki seksualne, religijne, miłosne, mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet oraz kobiety, które nienawidzą kobiet, czyli mniej więcej to, do czego się przyzwyczailiśmy. Jednak bardziej niż w poprzednich częściach przeszłość miesza się z teraźniejszością, a sprawa rozwiązywana przez detektywów ma większy wpływ na ich własne życie. To wszystko polane sosem uczuć wynikających z problemów głównych bohaterów daje szybszą nawet niż poprzednio karuzelę wydarzeń i emocji. Wcześniej niż w poprzednich częściach wiemy, kto jest zły i myślimy, że wiemy, kto zabił. Wraz z departamentem Q musimy tylko odnaleźć w tym wszystkim sens i wzajemne powiązania. Naprawdę trzyma to napięciu.

Inne różnice? Niespodzianka, Carl się uśmiecha – co prawda pod wpływem wywaru z lulka, ale zawsze – i mówi, co czuje. Bardziej niż w którejkolwiek wcześniejszej części obserwujemy jego przemianę- a raczej powolną transformację z “chodzącego trupa” w żyjącego człowieka z emocjami. Na jakim etapie jest? 5%? 20%? 50% Oceńcie sami.  Jego postać również, niechcący, wprowadza kilka humorystycznych elementów do filmu, który jest raczej mroczny i przerażający – tym bardziej, że w przeciwieństwie do poprzednich części pewne elementy filmu i wydarzenia, o których mowa, mogły mieć oparcie w rzeczywistości. Poza tym mamy też nieco inną pracę kamery, bardziej aktywną i zróżnicowaną, co również pomaga przyspieszyć akcję filmu. W sumie mamy tu dwie godziny wgniatającej w fotel walki dobrych ze złymi, ale też dobrych z dobrymi. Nie jest to beztroska rozrywka, ale polecam bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *