Jarmusch Don’t Die

Jim Jarmusch należy do jednych z najbardziej cenionych współczesnych reżyserów, a jednocześnie jest twórcą niezwykle zróżnicowanych filmów. W swojej blisko czterdziestoletniej karierze filmowej prezentował komedie (“Kawa i Papierosy”, „Noc na ziemi”) i dramaty (“Paterson”, „Inaczej niż w raju”), ale zaprezentował również horror (“Tylko kochankowie przeżyją”), western („Truposz”), thriller (The Limits of Control) czy też film gangsterski („Ghost Dog: droga samuraja”) – trzeba jednak podkreślić, że w dużej większości jego filmy prezentują mieszankę stylistyki i są trudne do jednoznacznego zdefiniowania, przez co niezmiennie fascynują już od 35 lat.

Wydaje się więc, że amerykański reżyser nie musi za wiele udowadniać, gdyż ma już całkiem spore grono popularnych i docenianych filmów, więc nadszedł czas by pobawić się sztuką filmową. Mniej więcej dlatego powstał film “Truposze nie umierają”. To synteza kilku motywów i gatunków: apokalipsy, czarnej komedii, kina filozoficznego (pokazanego w dosyć sarkastyczny i umyślnie nazbyt głęboki sposób) oraz kina klasy B, gdzie na każdym kroku widać przerost formy nad treścią. Zwłaszcza, że jest to w końcu tylko film o zombie…

To połączenie daje bardzo wyrazisty- nietypowy styl filmu, pełny zarazem oldschoolowych amerykańskich dialogów pełnych patosu, rozprawiających się- szczególnie pod koniec- na temat sensu i kresu ludzkiego istnienia. Można odnieść wrażenie, że stylizowane są tak, aby zapisały się na zawsze w historii kina. Na czele z “What a Fucked Up World”. Mam wrażenie, że do historii kina wejdą na stałe inne bon moty, typu „This isn’t going to end well”, „Fuck farmer Miller”, „I’m thinking zombies”, „She’s strange. She’s Scottish” czy też “Is it the work of some kind of wild animal? Or several wild animals?”. Oczywiście te proste słowa nabierają sensu w kontekście filmu i danej sceny, ale to dość typowe, że nie ma tu naciąganej filozofii czy bujnej symboliki – prostota jest kluczem sukcesu tego filmu.

Nie można zapomnieć o bardzo charakternych bohaterach odgrywanych przez starannie dobranych, często znanych JJ z poprzednich filmów artystów – na czele z dosyć szaloną, tajemniczą właścicielką domu pogrzebowego- Zeldą Winston (Tilda Swinton) oraz Pustelnikem Bobem (Tom Waits). Ale, dosłownie, nadzór nad całą akcją sprawują policjanci Cliff Robertson i Ronnie Peterson, grani przez ulubionych aktorów Jima Jarmuscha – Billa Murraya i Adama Drivera wraz z zagubioną w rzeczywistości posterunkową Morrison (Chloë Sevigny) . Większe lub mniejsze role odgrywają tu inni aktorzy znani z filmów Jima – Iggy Pop (ach ta kawa), Steve Buscemi, RZA – ale też Danny Glover, Caleb Landy Jones i – tu chyba największe zaskoczenie – Selena Gomez. Każdy z nich (i wielu, wielu więcej) mieli tu swoich pięć minut. Lub minutę. Lub kilka sekund.

Nie brakuje nawiązań i cytatów także z innych filmów (filmów o Zombie, ale też Gwiezdnych wojen czy filmów samego Jarmuscha), a wisienką na torcie są metadialogi – na temat muzyki, scenariusza i … reżysera. Dodaje to jeszcze więcej humoru do tego całego szaleństwa, ale nie jest to rechot z poślizgnięcia na skórce z banana. Są to wtrącenia głęboko przemyślane i bardzo inteligentne.

Narracja Jarmuscha- pochylenie się nad światem chylącym się ku upadkowi (szpila wbita flat-eartherom i klimatobójcom), pewien sarkazm i świetnie dobrani aktorzy (oraz “The Dead Don’t Die” Sturgila Simpsona, będąca nagle jedyną istniejącą piosenką końca świata, jaki znamy są głównym motorem szalonej machiny, jakim jest to (arcy)dzieło. Mamy zombie, które zachowują dość specyficznie po powstaniu z grobów, ale też ciągle żywych ludzi, którzy też nie do końca robią wszystko, co powinni.

“Truposze Nie Umierają” są pewnym eksperymentem i podsumowaniem. Eksperymentem bardziej scnariuszowym niż formalnym (jest to mimo wszystko poukładana chronologicznie historia, w przeciwieństwie do „Mystery Train”, „Nocy na ziemi” czy „Kawy i papierosów) i podsumowaniem wielu elementów obecnych w jakimś stopniu w twórczości JJ – moim zdaniem bardzo udanym. Polecam zapoznać się z mieszanką wyżej wymienionych składników sałatki z Jarmuscha.

No i polecam kwintesencję całego filmu …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *