Pasożyty

Dwa filmy nominowane do Oscara w kategorii Film międzynarodowy – dodajmy, że filmy już doskonale znane i które wszyscy miłośnicy kina pewnie już zobaczyli –  luźno oparte są na faktach, a zarazem na kłamstwie. Kilka moich refleksji i porównanie koreańskiego „Parasite” z polskim „Bożym ciałem” i odpowiedź na nietrudne chyba pytanie – który z tych filmów otrzyma statuetkę akademii.

Rodzina bezrobotnego Ki-taeka nie należy do najbardziej pracowitych osób na świecie, ale nie można też powiedzieć, że są wybitnie leniwi i pasywni wobec rzeczywistości. Powiedzmy, że Kimowie lubią iść na skróty (i niekoniecznie interesuje ich doskonałe składanie boksów na koreańskie fast foody w ramach pracy dorywczej, a raczej chcieliby lepiej płatną pracę na niezłym stanowisku). Dlatego w sytuacji, w której pojawia się możliwość otrzymania pracy jako korepetytor dla córki bogatego małżeństwa, Ki-taek długo się nie zastanawia i pomimo braku odpowiednich kwalifikacji, zgadza się na propozycję przyjaciela, który wyjeżdża z Korei. Możemy zauważyć, że Ki-taek otrzymuje tę propozycję od losu, przypadkowo, a przy pomocy kreatywnej i plastycznie uzdolnionej siostry Ki-jung, która szybciutko podrabia dyplom ukończenia uczelni wyższej, dostaje pracę – „dar od niebios”.

Podobnie poniekąd toczą się losy głównego bohatera „Bożego ciała”, Daniela. Oczywiście punkt startowy jest o wiele trudniejszy – brak wi-fi i brak stałej pracy rodziny Kimów ciężko porównać z pobytem w poprawczaku, gdzie żyć jest ciężko, ale na każdym kroku może po prostu spotkać cię śmierć. Daniel, który chce, ale z powodu wyroku nigdy nie dostanie się do seminarium, otrzymuje możliwość pracy na drugim końcu Polski, ale w zamian za to idzie na skróty – i przypadkowo zostaje księdzem. On nie musi przygotowywać nawet dyplomu ani legitymacji duszpasterskiej – wyciąga jedynie sutannę w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Miejscowy ksiądz musi poddać się odwykowi i Daniel otrzymuje swój „dar od niebios” – zastępstwo na parafii.

Rodzina Kim nie poprzestaje na jednym kłamstwie – ich intryga piętrzy się, a oni stają się coraz bardziej zachłanni i coraz wyraźniej kształtują się ich marzenia związane z bogactwem. Daniel również nie tylko biernie akceptuje, co mu dane. Jego idee fixe staje się pogrzeb miejscowego mężczyzny, który spowodował wypadek i śmierć kilku osób ze wsi. Wieś jest przeciwko, stary proboszcz był przeciwko, ale Daniel jako osoba z zewnątrz szuka innej sprawiedliwości – bardziej ludzkiej, bardziej chrześcijańskiej.

Tu, gdzie zasadniczo kończy się Boże Ciało, dopiero rozkręca się Parasite. Film Jana Komasy jest naprawdę dobrym obrazem, z inteligentnym scenariuszem, ale to jednak dość prosta historia, opowiedziana w jednym stylu, bez narracyjnych czy chronologicznych popisów i wycieczek, z doskonale zagraną przez Bartosza Bielenię główną rolą. Dźwiga on na swoich barkach i zmęczonych, podkrążonych oczach cały film, pomimo, że role drugoplanowe – szczególnie Łukasza Simlata, Aleksandry Koniecznej i Elizy Rycembel – też są nieźle zagrane. Jednak akcenty tutaj rozłożone są nierównomiernie – Bielenia show, można powiedzieć, przy akompaniamencie doborowej orkiestry towarzyszącej.

To jedna z głównych różnic – w filmie Bon Joon-Ho żadna z postaci nie wybija się poza resztę, rodzina Kim (chyba z wyróżnieniem So-dam Par jako Kim Ki-jung), ich pracodawcy, podziemni – wszyscy trzymają równy, wysoki poziom i na tym samym poziomie przyczyniają się do poziomu filmu. Różnica druga – Parasite w chwili, gdy tajemnice i kłamstwa Kimów zaczynają wychodzić na jaw, przyspiesza, a może raczej zmienia tempo i jednocześnie zmienia się z komedii (czarnej / kryminalnej, ale jednak komedii) w dramat, tragedię i horror typu gore. Film jest dziełem kompletnym i niestety (niestety – bo szkoda filmu Komasy) murowanym faworytem do zdobycia Oscara – co najmniej jako film międzynarodowy.

Nie dziwię się, że te dwa dzieła podbiły ostatni rok- Parasite jest filmem szalonym, z charyzmatycznymi bohaterami, nagłą, drastyczną zmianą narracji i delikatnym wpływem koreańskiego orientalizmu, która to mieszanka zagwarantowała międzynarodowy sukces filmu. Z kolei akcja Bożego Ciała kręci się wokół tematów aktualnych w naszym kraju – i z dość subtelną, ale jednak – krytyką rzeczywistości. Jest dramatyczna akcja, niefortunne wplątanie się bohatera w intrygę, ale zarazem garść sytuacyjnego humoru. Całkiem podobnie, jak w przypadku innych polskich filmów, o których było głośno w ostatnich latach- mowa o Klerze, Twarzy, czy Pokocie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *