… nie zaśnie nikt

Horror w polskim wydaniu? Powiedzmy sobie szczerze, brzmi niepokojąco – niestety, zwykle bardziej obawiamy się efektu końcowego, a nie tego, co dzieje się w filmie. Ostatnią próbą wskrzeszenia tego gatunku w polskim kinie był niedawny „Wilkołak” Adriana Panka z 2018 roku. Film nie był katastrofą, ale jednak był bardziej czymś z pogranicza dramatu i thrillera, a nie horrorem. Strasznie nie było. No a teraz jest rok 2020 i na ekranach kin … a nie, na ekranach telewizorów / laptopów / tabletów / smartfonów mamy kolejny horror. Jest czego się bać?

“W Lesie Dziś Nie Zaśnie Nikt” to twór dość dziwny – jego bazą są bohaterowie stereotypowi, typowi, wręcz nieco karykaturalni. Od samego początku- kiedy to na “obozie offline” wita ich – najprościej mówiąc-  około 50-letni boomer z wadą wymowy (Wojciech Mecwaldowski), wygłaszający wykład, o tym, jak ważne jest dla młodzieży doświadczenie czegoś pozaekranowego, pozaelektronicznego.

Inne drugoplanowe postacie „dorosłe” to nieustraszona przewodniczka młodzieży (Gabriela Muskała), poznajemy też odpowiednio (i obowiązkowo!) bogatego księdza homofoba / zboczeńca (sam Piotr Cyrwus) oraz doświadczonego przez los byłego listonosza (Mirosław Zbrojewicz).

Chwilę później po wykładzie kierownika obozu, witamy grupkę pięciu młodych ludzi, mających nam towarzyszyć (prawie) do końca filmu. Mamy strachliwego grubasa bez życia, zamkniętego całe życie w czterech ścianach, opowiadającego o teoriach spiskowych, horrorach i potworach, którego jedynym zainteresowaniem są gry (ma milion subów na YT), prostą “laskę z insta” lekkich obyczajów, sportowca-ciacho (też z insta), czy też nie rozumianego przez otoczenie homoseksualistę.

No i ta jedna – cicha, mroczna, tajemnicza. Wyczekiwana przez wszystkich Zosia. To znaczy Julia Wieniawa, która ma złamać w tymże polskich horrorze postać aktorki niepoważnej, słabej, która gra niekoniecznie wymagające role. A ponieważ ma niebagatelne znaczenie w promocji tego filmu (bo stety-niestety jej osoba jest rozpoznawalna bardziej niż obiecującego reżysera Bartosza Kowalskiego – autora pamiętnego Placu zabaw), zasługuje na uwagę. I trudno jest się jakoś bardzo przyczepić do jej gry aktorskiej, bo ani przez sekundę poniżej pewnego poziomu nie spada. A i w dziele Bartosza Kowalskiego dzieje się na tyle dużo, że szkoda czasu się wgłębiać w ewentualne, niewielkie rysy. Bo “W Lesie Dziś Nie Zaśnie Nikt” i tak filmem podręcznikowym nie jest – i nie miał raczej być od samego początku.

W fabule trudno jest mi odnaleźć cokolwiek, co łamałoby z góry przyjęte normy dla slashera – zmniejszająca się grupka bohaterów, historia kryjąca się za paranormalnymi zjawiskami, tajemniczy zabójcy czający się na każdym kroku, wydarzenia z przeszłości bohaterów, mające nam pomóc zrozumieć ich postępowanie, a nawet postać dziadka, opowiadającego tą historię, którą też widywałem. Typowe są też efekty (typu widzę coś, a nie, to tylko kotek; albo coś kryje się na brzózką o średnicy 50 cm, a nie, zdawało mi się). Oczywiście to wszystko dość typowe zabiegi, tak jak wymienianie różnych filmowych powodów tragicznej śmierci. Na plus są za to kreatywne, odpowiednio makabryczne sposoby śmierci bohaterów i, o dziwo!, dialogi, które zawsze nie sprawiają, że bolą zęby. Są też zwroty akcji i do końca nie mamy pewności czy / ilu / kto jednak dotrwa do końca.

To wszystko – wraz z kiepskimi efektami specjalnymi (ale na tyle, żeby dało się na nie patrzeć!) i wybitną muzyką Jimka (zakochałem się w “Escape From The Church” przypominającym jakieś disco z lat 80.) tworzy naprawdę zgrabny, bardzo wartki i efektowny slasher. Na całe szczęście Bartosz Kowalski nie poszedł w stronę nadmiernej uczuciowości i eksponowania historii życia bohaterów- takowa występuje tu w ilości idealnej. Jest szybko, konkretnie, kontrowersyjnie, ale do jakichkolwiek ideałów tutaj daleko. A może i lepiej stworzyć coś innego, chwilami brawurowego? W przypadku polskiej sceny filmowej chyba tak. Osobiście wolę się załamać/pośmiać na horrorze niż usnąć na kolejnej, miałkiej komedii romantycznej lub generycznym, romantyczno-wojennym dramacie. Bo takowych było na zeszłorocznym festiwalu w Gdyni całe pospólstwo.

Krótko mówiąc – w lesie dziś nie zaśnie nikt. Przed ekranem też nie!

2 Replies to “… nie zaśnie nikt

  1. Recenzja jest super, naprawdę zgrabnie napisana, przyjemnie się ją czyta. Wyłapałam tylko jeden mały błąd – tj. zmniejszająca się grupa bohaterów a nie grupa zmniejszających się bohaterów (oglądałam film i nikt tam na wzroście nie stracił raczej na życiu 😉). Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne recenzje !

    1. Dzięki za słowa uznania i dzięki za uwagę, poprawione! De facto zmniejszony został jeden z drugoplanowych bohaterów 😉 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *