Historia rodzinna – po islandzku

Islandzkie kino gościło już na moim blogu, ostatnio „W cieniu drzewa”, a wrażenia były zawsze pozytywne, zatem czas powrócić do tego tematu. Na początek islandzki obraz „Eiðurinn” – czyli „Przysięga”.

Baltasar Kormákur razem z Friðrikiem Þór Friðrikssonem należą do czołówki islandzkich reżyserów (BK jest także producentem udanego „Fusi”, o którym kiedyś pisałem). Mimo, iż nikt raczej nie oczekiwał, że “Przysięga” w jakiejkolwiek dziedzinie przebije wyprodukowany rok wcześniej film “Everest” z m.in. Jake’iem Gyllenhallem czy Jasonem Clarke, nowy film miał zagwarantować podobne napięcie. Kormákur gra tutaj po raz drugi główną postać w swoim filmie- pierwszy raz miał miejsce prawie dwie dekady wcześniej, w jego filmowym debiucie.

I w zasadzie pojawiło się wszystko, czego można było się doczekiwać, po doświadczonym reżyserze i co powinno być w udanym thrillerze. Mimo, iż całe tło wydarzeń, wszystkie przyczyny późniejszych zachowań głównego bohatera są od pierwszych sekund niemal na tacy, film się nie dłuży, dzieje się w nim dużo (ale jest dużo miejsca na islandzkie widoczki i parę scen trochę dopychających długość filmu), jest pewna intryga.

Trudno wyznaczyć jednak powód, czemu “Przysięga” była czymś pożądanym albo wyjątkowym. Nie jest to typ thrillera, w którym można dostać oczopląsu od akcji, a krew się leje strumieniami. Brutalności jest wprawdzie dużo, a mówi się o niej jeszcze więcej- pomaga w tym fakt, że główny bohater- Finnur jest chirurgiem. I wydaje się, że kontrast śmierć-życie, między którym balansuje bohater, ironiczna przysięga Hipokratesa na początku, to, że tymi samymi narzędziami można kogoś uratować,  jak i skrzywdzić oraz granica troski o najbliższych jest tym, co miałoby zostawić widza przy “Przysiędze” na dłużej. I jak najbardziej można po seansie bohatera oskarżać, bronić, dyskutować na temat kwestii moralnych, które nim powodowały.

Postacie na początku są wyraźnie podzielone na dobre i na złe, niestety poza Finnurem, naprawdę wiarygodnie zagranym przez Baltasar Kormákura, żadna z nich nie rozwija się w 100%. Nawet jeśli początkowy czarny charakter Ottar (Gísli Örn Garðarsson) na końcu dostaje poniekąd szansę rozgrzeszenia w oczach widza, to ma zbyt wielu szans na odkupienie win, podobnie jak córka Finnura (niezła Hera Hilmar). Szkoda też postaci żony głównego bohatera (Margrét Bjarnadóttir), która poza tym, że jest, wspiera i przejmuje się losem męża, nie wnosi specjalnie dużo do akcji. Scenariusz zresztą posiada pewne mankamenty i jest nieco naiwny chwilami, ale to chyba urok tego typu filmów.

Zatem drobne mankamenty są, ale na dłuższą metę jest to poprawny thriller, jakich jest wiele.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *