Architekt z Meksyku i dwie nieugięte kobiety, czyli „Niezwykła Propozycja” Jill Magid

Truizmem jest stwierdzenie, że nie jest łatwo zrobić film dokumentalny, który by wciągnął przeciętnego zjadacza chleba od pierwszej sekundy. Powiedziałbym więcej- obojętnie, jak dobry dokument by nie był, to zawsze znajdzie się grupa (i to wcale niekoniecznie skrajna), która będzie uważała, że dzieło nie jest warte specjalnej uwagi- no, może poza “koneserami i osobami o nadmiarze cierpliwości”. Czasami (no a w dokumentach dzieje się to praktycznie zawsze) zamiast dogodności dla szerszej widowni warto postawić na głębię, która się ukazuje dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się obrazowi. I to niekoniecznie zaraz po.

“Niezwykła Propozycja” jest przykładem właśnie dokumentu, który dopiero przy poświęceniu stosownej- czyli całkiem sporej- ilości uwagi- faktycznie interesuje, intryguje, dziwi, śmieszy, czy niepokoi. A i początki- przydługawe ujęcia dzieł Luisa Barragana oraz jedynej aktywnej bohaterki Jill Magid najczęściej palącej papierosa lub zachwycającej się do granic absurdu tymiż dziełami i nie tylko nimi (“Luis tam spał, tam jadł, czułam jego obecność…”)- nie są najłatwiejsze. 

Czy więc opłaca się wytrzymać dość pokaźny atak pracami meksykańskiego architekta (godnymi podziwu, ale jednak nie na tyle ekscentrycznymi, czy chwytliwymi, aby zaczęły się cieszyć specjalną estymą pierwszego lepszego Jana Kowalskiego już po pierwszym rzucie oka), przeplatane gdzieniegdzie (choć w pewnym momencie trudno stwierdzić czego jest więcej) paroksyzmami fanatyzmu Jill Magid?

Moim zdaniem jak najbardziej. Wraz z biegiem czasu pojawia się coraz więcej pytań- nie tylko bezpośrednio związanych z coraz to bardziej rozpaczliwymi próbami odzyskania dzieł Meksykanina, ale też z szeroko pojętą etyką artystyczną. Czy tylko jedna osoba powinna mieć monopol na przechowywanie i zachwycanie się twórczością artysty? Jak głęboko można sięgać do życia (i ciała w zasadzie też) artysty, aby móc odzyskać jego dzieła? I wiele, wiele innych.

W mdłym z początku głosie Jill Magid coraz bardziej (dlaczego tak się dzieje, skoro to jest jeden i ten sam głos i jedna i ta sama osoba?) uwydatniają się emocje- na pozór sprzeczne ze sobą- z jednej strony chłód i monotonia, a z drugiej determinacja i nieustępliwość. Tych dwóch ostatnich- połączonych z coraz śmielszymi i coraz bardziej kontrowersyjnymi metodami- trudno jest choć trochę nie podziwiać. 

Trzeba również oddać Jill Magid obiektywność- nieco równoważącą bezwzględne dążenie do celu- oraz szersze spojrzenie na sprawę, sięgające daleko poza swój pogląd. Zawsze poziom kontrowersyjności działań głównej bohaterki jest wprost proporcjonalny (i jest to wyraźnie pokazane) do poziomu oburzenia dziennikarzy- i wprost proporcjonalny do ilości artykułów wyrażających owe oburzenie- tutaj nie można odmówić realizatorom profesjonalizmu (chociażby na bieżąco tłumaczone z hiszpańskiego na angielski odpowiednie cytaty). 

 

“Niezwykła Propozycja” dziwi i niepokoi bardziej, niż mogłyby na to wskazywać początki i dość prostolinijne opisy kinowe, a dzieje się znacznie więcej, niż mogłoby na to wskazywać tempo akcji. Widać- nie tylko rywalizację- ale i antypatię pomiędzy Jill Magid, a Federicą Zanco spowodowaną tylko i wyłącznie jedynym człowiekiem- leżącym przeszło dwie dekady w postaci sypkiej w urnie. A przecież drugiej z nich nawet nie widzimy na oczy (a przynajmniej nie en face)! Jestem pewien, że gdzieś w alternatywnej rzeczywistości “The Proposal” jest thrillerem (choć i w tej obecnej pewne cechy takowego też zawiera) opartym na faktach. A pod sam koniec jedna z bohaterek ginie zastrzelona przez drugą. Jednak zakończenie mamy znacznie mniej saty… efektowne, z jednej strony niesatysfakcjonujące i niewystarczające, aby odpowiedzieć na chociażby część zadanych pytań, a z drugiej- bardzo odpowiednie i pasujące do pozostałych- równie tajemniczych 86 minut. 

“Niezwykła Propozycja” to dokument trudny- nawet jak na dokument. W przeciwności do chociażby “Soli Ziemi”, w której w pewnych momentach przesłanie (bardzo uniwersalne i poruszające zresztą) jest podane jak na tacy i trzeba się bardzo postarać, by go nie widzieć, tak tutaj mamy zamiast przesłania bardzo wiele pytań i niepokojącą aurę- odkrywany dopiero po mocnym skupieniu. A te pytania- i tę aurę- moim zdaniem warto zadać i poznać. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *