Sita perspektyw i karykaturalny realizm, czyli „Jak zostałem gangsterem” Macieja Kawulskiego

-Chodź i usiądź wygodnie, opowiem ci historię mojego życia- to w zasadzie mógłby do nas powiedzieć na samym początku główny (bezimienny, a więc nazywajmy go dla ułatwienia po prostu Głównym Bohaterem) bohater. A jak wygląda “opowiadanie historii” swojego życia? Raczej z rzadka w stu procentach obiektywnie i w stu procentach idealnie składnie.

I tak też wygląda opowieść w drugim filmie (tuż po raczej nieszczególnym Underdogu) Macieja Kawulskiego, jeszcze do niedawna traktowanego na poważnie tylko w świecie mieszanych sztuk walki. Gangsterska historia, którą to mamy, z minuty na minutę robi się coraz poważniejsza i gęstsza. Opowiadana jest jak najbardziej  wiarygodnie i po kolei, ale uwaga, niekoniecznie w tych mniej newralgicznych momentach. Tuż po zarysowaniu powierzchownych danych, takich, by było wiadomo tylko z grubsza, co, gdzie, jak, reżyser/Główny Bohater (Maciej Kowalczyk) decyduje się porzucić model podawania suchych wydarzeń. Dostaje w zamian za to podaną po przejściu przez odpowiednie sita perspektyw intensywną podróż po półświatach i półświatkach, akcjach i akcyjkach, pomysłów głupich i mądrych. Co najważniejsze, nadaje to prawdziwego charakteru drugiemu filmowi “Kawula”. Odpowiednie, czyli takie, jakie sobie Główny Bohater w danym momencie zażyczy. W końcu to jego życie i jego opowieść. 

A takowymi sitami Bohater żongluje wręcz wyśmienicie. Stąd widzimy historie nie dość, że różnorodne (najczęściej oddzielane od siebie kolejnymi zatrzymaniami), to opowiadane w różnorodny sposób. A różnorodności sposobów towarzyszy prawdziwa feeria emocji oraz reakcji odbiorcy i jestem zdania, że jeśli historia jest dobra, czy może kontrowersyjna – występowanie takowego zjawiska u widza jest znakiem jak najbardziej obiecującym. 

Tak więc Bohater raz afirmuje swoją wielkość, zmieniając się trochę w dziadka opowiadającego rzekomo bohaterskie historie z czasów drugiej wojny światowej, przykładem czego są na przykład mityczne pobicia x typów [x>1] naraz. Oczywiście towarzyszy temu równie heroiczna muzyka. Chwilę potem otrzymujemy chyba komiczne podziękowanie za dobrą walkę (reakcja widza: “oj, nie, nie stary, chyba tak nie było”; “nie, to nie możliwe”; “trochę się zagalopowałeś”). Ale robi to, by już wkrótce (przynajmniej po części) równoważyć to wszystko samokrytyką (reakcja: “ajj, zdarza się”), czy też narzekaniem na życiowego pecha, kiedy było tak blisko sukcesu (“cholera, było tak blisko sukcesu…”) i tak dalej, i tak dalej. Trudno jest się historią opowiadaną przez Bohatera, nie tylko nie interesować – bo jest ona niezwykle barwna – ale też nie rozbawić, nie zasmucić. Z drugiej strony jednak, trudno we wszystko uwierzyć w stu procentach. Gołym okiem widać, kiedy Bohater chce nam opowiedzieć pewną kwestię jak najdokładniej i jak najwierniej, a kiedy robi krótką przerwę na zaspokojenie swojego superego, co przy rozmowie w cztery oczy spotkałoby się z pełnym politowania spojrzeniem, czy też uniesieniem brwi dość wysoko. Natomiast trudno jakkolwiek wirtualnie nie towarzyszyć bohaterowi w czasie jego opowieści, nie zadawać pytań, czy nie chcieć skomentować jego wyziewów w jakikolwiek sposób.

 

Ale to wszystko dlatego, że “Jak zostałem gangsterem” wydaje się być wręcz ekranizacją- arcydosłowną, arcykompletną i arcywierną przekazywanej ustnie niearcydosłownej, niearcykompletnej i niearcywiernej historii. Została jednak ona oddana w stu procentach poważnie i wiernie w momentach, których oddawanie w jakikolwiek inny sposób byłoby okropne, niesmaczne i dyskwalifikujące z traktowania całego dzieła na poważnie, a jednak jednocześnie jest ona pełna tajemnic, legend, mitów i dygresji. 

Sito perspektyw ma wpływ oczywiście również na innych bohaterów. Jakkolwiek najbliższe Bohaterowi osoby- zaskakująco przyzwoita, niejaka Natalia Szroeder, ciut gorsza Natalia Siwiec, czy też zdecydowanie najlepszy z całej stawki Tomasz Włosok są oddane najbardziej wiernie, tak im dalsza postać, czy też im czarniejszy charakter, tym robi się bardziej wyraziście, fantastycznie, stereotypowo. Stereotypowo i wyraziście niemal na poziomie Guya Ritchie. Stereotypowy boss (Janusz Chabior), stereotypowy nieogar (Adam Bobik), czy stereotypowy idiota od czarnej roboty. Kolorowo, trochę karykaturalnie. Ale zarazem wiernie i prawdziwie.

Formie zaprezentowanej przez Macieja Kawulskiego nie można odmówić kreatywności, świeżości, a zarazem skuteczności w trafianiu do odbiorcy. No i kompletności. Kompletności, która nie prowadzi jednak do nadużycia tejże formy, wie, kiedy ją wyciszyć, potrafi zachować proporcje pomiędzy humorem, a prezentowaniem kolejnych wydarzeń w wierny sposób oraz płynność w zmianach bohatera (czy może bardziej – zmianach sposobu opowiadania przez niego historii). 

Ale prócz udanej formy, historia ma to, co zawsze mieć musi – i to co musi nadejść we właściwym momencie (jakieś szersze niedomówienie, czy urwanie historii byłoby tu kardynalnym błędem) – czyli efektowny początek i równie efektowny, czy bardziej dramatyczny koniec. “Jak zostałem gangsterem” to dzieło pod każdym względem kompletne i aż zaskakująco bardzo świeże i godne polecenia. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *